Zamknij okno powrót
PL EN DE RU | newsletter
 
Najlepszy Produkt i UsługaSPA AWARDSSPA MEMBERWELLNESSFORBES
SIEDLISKA
 
 
W nie odkrytym dotąd zakątku Mazur Zachodnich, pośród Wzgórz Dylewskich, rozsiane są Siedliska, których historie tworzą przybysze z wielkich miast. Konfrontacja tradycji z nowoczesnością, niezwykłe osobowości letników i tubylców oraz przypadkowe dzieje losu są kanwą kolejnych opowiadań.

Mamy nadzieję, że trafią one w ręce nie tylko Gości Siedlisk i Hotelu SPA Dr Irena Eris Wzgórza Dylewskie, ale przypadną do serca wszystkim, którzy zajrzą na tę stronę - z przypadku lub ciekawości. Chcemy, aby były wciągającą lekturą nie tylko podczas wypoczynku w spa, ale również w domowym zaciszu.

Co miesiąc przekazujemy w Wasze ręce nowe opowiadanie. Dzięki nim poznacie nie tylko niezwykłe zdarzenia, ale także ciekawe postaci, barwne życiorysy oraz uroki regionu. Mamy nadzieję, że wniosą one trochę uśmiechu w Wasze codzienne życie i pozwolą z dystansem spoglądać na nie.


Każdy nowy odcinek pojawia się na początku kolejnego miesiąca

Instynkt zbieracko-łowiecki

Eleonora przedzierała się przez młodnik i gratulowała sobie pomysłu zabrania kurtki z kapturem. Nie było zimno, ale wilgotne gałęzie biły po twarzy, a potrącane liście fundowały nieoczekiwany prysznic z nawilżaniem twarzy. Nagle poczuła, że coś oplata jej twarz i ręce lepką siatką. No nie, znowu weszła w pajęczynę.
 - Eni, jak można tak niszczyć ósmy cud świata, a może dziewiąty, gubię się już w tych rachunkach – pokrzykiwał z boku Mundi.
 - Nie cud świata, tylko pułapkę – odpowiedziała Eni. Próbowała otrzepać się z lepkich nitek. Ale co prawda, to prawda. Na widok pajęczyny rozpiętej między drzewami i ozdobionej kroplami rosy, aż zatyka z zachwytu. Tak samo, jak na widok takiego pięknego maślaka! Eni wyłuskała spomiędzy liści śliski jak ślimak grzyb na grubej nóżce. W koszu miała już prawdziwki, koźlaki i trochę podgrzybków. W sztuce rozpoznawania grzybów szybko zrezygnowali oboje z Mundim z atlasu, zdając się całkowicie na lekcje poglądowe u Zdziśkowej. Taki sam kurs przeszły Natalia, Majka i Irma. Jerzy się wyłamał, bo był szkolony przez własnego dziadka, a poza tym jako genetyczny włóczęga nie raz żywił się darami lasów i pól.
 - Wiesz kogo widziałam wczoraj w spa? Mikołaja Krecza! - zawołała Eleonora znad koszyka czyszcząc ogonek maślaka.

.
 - Tego stylistę? - odkrzyknął Mundi. Nie ma to jak mieć faceta z branży reklamowej. Nie pyta się głupio: a kto to? I nie udaje, że go żadne stylizacje nie obchodzą.  - A co on tu robi? Będzie jeździł na quadach?
Krecz zupełnie Eleonorze do quadów nie pasował. W nerdach, bo przecież nie będzie nosił lansowanych przez Armaniego szylkretowych okularów w stylu lat czterdziestych. Włosi to dla niego szczyt kiczu. W koszulce z nadrukiem i z takim naiwno-zdziwionym wyrazem oczu,  który nijak nie zapowiada ociekających ironią komentarzy na temat „sukienuni” tej, czy  grubawych nóg tamtej.
 - Raczej pójdzie na So Smooth – odpowiedziała
 - A co to takiego?
 - Zabieg pielęgnacyjny na dłonie dla mężczyzn – wyjaśniła Eni.
 - No proszę cię... Eni. Nie wmówisz mi, że faceci robią sobie coś takiego – Mundi zareagował  jak piwno-futbolowy samiec.
 - Faceci też powinni mieć zadbane ręce, a nie suche, pomarszczone i w plamach – ripostowała Eleonora. - A do tego manicure.
 - I jeszcze może lakier na paznokciach?
 - No, do tego bym się nie posuwała, ale na przykład manicure japoński, którym poleruje się paznokcie do połysku, to całkiem niezły pomysł.
.
 - Eni, jak mnie na coś takiego wyślesz, to przysięgam, że pójdę na ryby.
 - Już cię widzę! Jak siedzisz bez ruchu godzinami, nie odbierasz telefonu i gapisz się w wodę!
 - A założysz się?
 - O co?

- Ten, kto przegra będzie przez najbliższe pół roku pertraktował z Markoszową, kiedy znowu przyjdzie z pretensjami, że puszczamy kulki – oświadczył Mundi. Pani Markoszowa była ich warszawską sąsiadką z dołu. Już trzy razy napisała na nich skargę do administracji, że nie może spać, bo oni puszczają metalowe kulki, pies za nimi goni i rzuca się na kaloryfer. Pozostawała nieczuła na tłumaczenia, że żadnego psa nie mają.
 - Ok – podali sobie ręce i Eni przecięła.
Wieczorem, z wyzywaniem w oczach, wręczyła Mundiemu kartkę. „Zabieg So Smooth  - czwartek 17.00. Mundi spojrzał spod oka i nic nie odpowiedział.
 - Nie będzie się liczyło, jeśli nie przesiedzisz całego dnia roboczego nad wodą, z kijem w ręku – rzuciła za nim, gdy szedł po drewno do kominka.
Następnego dnia siedziały z dziewczynami w spa. Majka zrobiła sobie Mineral detox, Natalia i Eleonora poszły na masaż. Pojawił się Krecz w szarym dresie.

.
 - Jak go widzę, to czuję się jakbym miała cztery nogi – mruknęła Majka.
 - Przecież nawet na ciebie nie patrzy – szepnęła Eni.
 - A skąd wiesz? On ma oczy na wysięgnikach, nawet jak nie patrzy to widzi. O rany, idzie tu!
 - Dzień dobry paniom. Można tu koło was odpocząć?  - zapytał Mikołaj. Jego oczy były szaro-niewinne.
 - Proszę bardzo – odpowiedziała spokojnie Natalia. Majka zamieniła się w pomnik samej siebie, a Eleonora oniemiała. Mikołaj usiadł i wpatrzył się w widok za oknem.  Natalia pomyślała, że jej dres jest niemodny. Majka wyglądała jakby miała wygłosić akt oskarżenia, a Eleonora udawała, że jest bardzo zajęta poszukiwaniem czegoś w torbie. Mikołaj siedział nieporuszony, z lekkim uśmiechem i pełną świadomością, że  jego: dobrze wyglądasz mogłoby uszczęśliwić każdą z nich. W orbicie jego wpływu, nawet krój kaptura bluzy miał znaczenie, a ironiczny błysk w oczach i strącenie w estetyczny niebyt równało się unicestwieniu. Żadna z nich nie powiedziała ani słowa, nawet lubiąca prowokacje Majka.
.
 - Witaj Miko! W końcu się wybrałeś! - do nieruchomej grupy przyturlała się okrąglutka i pogodna Lucy, producentka zdjęć skądś tam.
 - Dziewczyno, wyglądasz w tym sarafanie jak Qeen Latifa – wykrzyknął stylista, swoim nie-wiadomo-o-co-chodzi tonem. To był pierwszy test na wyczucie mody – wiedzieć czy chwali, czy gani. Ale Lucy zdawała się zupełnie nie zaprzątać sobie głowy tym,  co stylista ma na myśli. Rozsiadła się wygodnie obok, w swoim etnicznym nie wiadomo czym i wciągnęła Mikołaja w rozmowę o jakimś Ryśku. Dziewczyny dyskretnie pozbierały się i wstały. Kiedy odchodziły usłyszały jeszcze, że Rysiek to kot Lucy. Postanowiły się przebrać i spotkać u Eleonory na czyszczeniu grzybów i przerabianiu ich na marynatę. Kiedy kończyły z nowym koszem wmaszerowała Irma.
 - Wiecie kogo widziałam w hotelu?
 - Mikołaja Krecza – odpowiedziały chórem.
 - O, to już wiecie – Irma była lekko rozczarowana. - Chciałabym, żeby mnie ubrał.
.
 - Co ty, wiesz ile złośliwości byś się przy tym nasłuchała – wzruszyła ramionami Majka.
 - Nie szkodzi. Dobrze wiedzieć czego nie powinnaś nosić. Jak już to masz opanowane, reszta przychodzi sama – odpowiedziała Irma.
 - Ja tak wolę Goka. Każdej kobiecie mówi, że jest piękna i jakoś tak umie zabajerować, że zapominasz o grubym tyłku, a koncentrujesz się na biuście albo uśmiechu, albo nogach. A przy okazji podpowie ci co nosić i jak, a czego nie. Bez traumy – powiedziała Natalia. Upychały grzyby w słoikach, wkładały po ziarnku pieprzu i liściu laurowym, a potem zalewały ciepłą wodą z octem. Kiedy kończyły do domu wtarabanili się Edmund i pan Wojtek, który przyjechał ze swoją szwedzką żoną Gunel podziwiać złotą polską jesień. Obaj nieśli jakieś długie pokrowce.

Instynkt zbieracko-łowiecki

( Opowiadanie 18 )

Eleonora przedzierała się przez młodnik i gratulowała sobie pomysłu zabrania kurtki z kapturem. Nie było zimno, ale wilgotne gałęzie biły po twarzy, a potrącane liście ...
czytaj

Pod znakiem ślimaka

( Opowiadanie 17 )

Zielony po prawej, niebieski po lewej, czarny w środku. Największy na odpady komunalne, mniejszy na organiczne, taki sam na szkło i ...
czytaj

Mazurska sielanka

( Opowiadanie 16 )

Las w oddali tańczył w rozgrzanym powietrzu. Żywiczny zapach poszycia mieszał się z gorzkawym aromatem liści. A najmocniej w tej letniej ...
czytaj

Dama z kijkiem

( Opowiadanie 15 )

Natalia po raz pierwszy od kilku miesięcy stanęła odważnie przed lustrem. Do tej pory starała się omijać je wzrokiem albo zerkać ...
czytaj

Pakt z Hoboudem

( Opowiadanie 14 )

- Patrz, wcale nie ma znaku – Majka pukała się w czoło między brwiami. Siedziałyśmy sobie w spa, sącząc wodę z ...
czytaj

Ptaki przynoszą wiosnę

( Opowiadanie 13 )

Powietrze ma zapach wilgoci, trochę szczypie w nos. Taki chłodek w Warszawie byłby zimnem. Tutaj jest cudowną rześkością, ożywczo pachnącą niedawno ...
czytaj

Odnowa na przednówku

( Opowiadanie 12 )

Jak tu biało! Uderzył mnie jeszcze na dobre zimowy krajobraz. W mieście już stopniały hałdy usypane na chodnikach i uwolniły samochody. ...
czytaj

Gość, złość i miłość

( Opowiadanie 11 )

Na Święty Walenty uciekają z domu centy! Nie tylko centy, ale i rozum z głowy. Eleonora przedzierała się przez zaśnieżone drogi, ...
czytaj

Biegniemy dalej!

( Opowiadanie 10 )

Biegniemy dalej! Jak ten mazurski czas leci... Nie tak dawno, bo zaledwie rok temu, przeżywałam rozterki związane z decyzją, czy ...
czytaj

Święta na Wzgórzach

( Opowiadanie 9 )

Dzyń dzyń dzyń. Jak w piosence dzwonią dzwonki sań. Prószy delikatnie śnieg, a moi dobrzy znajomi, koniki Arabello i Lancaster, raźno mkną ...
czytaj

Wiwat gęsina!

( Opowiadanie 8 )

- Amerykanie mają swojego indyka na Dzień Dziękczynienia, a my, Polacy, nie gęsi i nie tylko swój język mamy, ale i ...
czytaj

Moje wielkie mazurskie otwarcie

( Opowiadanie 7 )

Premiera! Już niemal wszystko dopięte na ostatni guzik. Dziś wieczorem w naszym Siedlisku pojawi się gromada miłych gości. ...
czytaj

Jeziorak Tour

( Opowiadanie 6 )

Lewa, prawa, lewa, prawa. Jeszcze trochę. Wdrapując się pod górkę mocniej naciskamy na pedały. Eh, te mazurskie pofałdowania ...
czytaj

Prowansja na Mazurach

( Opowiadanie 5 )

Lawenda? Chcesz uprawiać lawendę? Tu? – mój świeżo upieczony narzeczony wyraża zdziwienie wszystkimi dostępnymi środkami. Podniesione brwi, rozszerzone źrenice i pełen ...
czytaj

Lato dylewskich ludzi

( Opowiadanie 4 )

Arabello i Lancaster ruszyły ostro pod górę. Zakołysało. Szarpnęło. Odruchowo chwyciłam się oparcia. Trzeba przyznać, że ci młodzieńcy mają zryw. Bryczkę - maratonkę - z ...
czytaj

Namiętności kontra wspomnienia

( Opowiadanie 3 )

- Wiedziałam. Za dobrze wszystko szło i coś musiało się zdarzyć. Już byłam w ogródku, czyli na Wzgórzach Dylewskich. Już witałam się z gąską czyli ...
czytaj

Na tropie muflona

( Opowiadanie 2 )

- Mmm, ten sernik to poezja – z nieukrywaną namiętnością oblizuję łyżeczkę. - Pyszny sernik po pysznym masażu. Co jeszcze mamy w planach z ...
czytaj

312 metrów bliżej nieba

( Opowiadanie 1 )

Ciekawe, czy ona faktycznie nie zmienia poglądów? Zastanawiałam się patrząc na brązową krowę na łące przed mną. Krowa wychynęła nagle, zza lampki chilijskiego Vina ...
czytaj
 
headphoto: siedliskowcy.jpg   2,2   pl   687