Zamknij okno powrót
PL EN | newsletter
 
Rezerwacja on-line
SIEDLISKA
 
W nie odkrytym dotąd zakątku Mazur Zachodnich, pośród Wzgórz Dylewskich, rozsiane są Siedliska, których historie tworzą przybysze z wielkich miast. Konfrontacja tradycji z nowoczesnością, niezwykłe osobowości letników i tubylców oraz przypadkowe dzieje losu są kanwą kolejnych opowiadań.

Mamy nadzieję, że trafią one w ręce nie tylko Gości Siedlisk i Hotelu SPA Dr Irena Eris Wzgórza Dylewskie, ale przypadną do serca wszystkim, którzy zajrzą na tę stronę - z przypadku lub ciekawości. Chcemy, aby były wciągającą lekturą nie tylko podczas wypoczynku w spa, ale również w domowym zaciszu.

Dzięki nim poznacie nie tylko niezwykłe zdarzenia, ale także ciekawe postaci, barwne życiorysy oraz uroki regionu. Mamy nadzieję, że wniosą one trochę uśmiechu w Wasze codzienne życie i pozwolą z dystansem spoglądać na nie.

Wejnatszmen puka dwa razy

Taka biel się nie zdarza. Nietknięta jak okiem sięgnąć, skrząca się diamentowo pod nieskazitelnym błękitem. Kto powiedział, że świat zaczął się w tropikalnym raju? Prawdziwy początek życia jest tu. Rodzi się w sercu, kiedy oczy ogarniają tę dziewiczą przestrzeń. Majka patrzyła na rozległy, biały, pofałdowany krajobraz z dziwnym wzruszeniem. Nietknięta nawet najmniejszą ptasią łapką biała płaszczyzna była jak nowo narodzona, jakby świat stwarzał się w tej właśnie chwili. Stanęła pod lasem bojąc się naruszyć tę nieskazitelność. Drzewa tkwiły nieruchomo i dostojnie za nią, inne majaczyły na horyzoncie. Najmniejszy powiew nie naruszał spokoju tej chwili. Cisza, jak makiem zasiał.

. Wreszcie wrodzona ironia wytrąciła Majkę ze wzruszenia. „Tacy święci byli ci nasi przodkowie, a za narkotyki się brali, pomyślała. Powiedzenie „cisza jak makiem zasiał” pochodzi od nagannych praktyk wiejskich matek i babek, które wtykały niemowlętom do ust gałganek nasączony naparem z maku zamiast smoczka. Odrobina swojskiego opium usypiała maluchy i było cicho w izbie. Majka ruszyła przez polanę wydeptując pierwszą ścieżkę tego dnia. Czuła się jak traper i odkrywca. Własna droga! Żeby jeszcze w życiu tak łatwo było nią iść jak tu...

Natalia już z daleka dostrzegła postać Majki. Czerwienią kurtki odcinała się od lśniącego śniegu. W taki dzień wszystko widać w jakości full HD. I choć Natalia doceniała impresjonistyczne mgiełki fruwające nad łąkami w Siedliskach we wszystkich porach roku, zimowa czystość barw i biel przecięta tylko świeżym tropem Majki chwytała ją za serce. Nie miała jednak zbyt wiele czasu by kontemplować sielski widok. Na kuchennym stole leżały wspaniałe rulony makowców.

. Jeden cudownie pęknięty. Będzie się rozpadał przy krojeniu, ale Natalia uwielbiała, gdy na makowcu był wypieczony wąwóz. Kojarzył jej się ze smakowitym bogactwem w środku ciasta.

– Co robisz? – zainteresowała się Majka, gdy tylko wytupała śnieg z butów i wyplątała się z kurtki.

Rychtuję glanc – odpowiedziała Natalia i roześmiała się na widok okrągłych oczu Majki. Wzięła na firlejkę trochę białego gęstego płynu, który ucierała w kubku. Z drewnianego, ponacinanego jak gwiazdka mieszadełka, spłynęła do naczynia nitkowata strużka. – Fertig – dodała Natalia i sięgnęła po dużą łyżkę.

– W jakim języku ty do mnie mówisz, bo nic nie rozumiem – dopytywała się Majka.

– W gwarze mazurskiej. Rychtować to znaczy robić. Glanc to polewa albo połysk. Ja łączę jedno znaczenie z drugim i robię lukier do polania makowców – wyjaśniła Natalia. – a fertig to znaczy gotowe.

.

– Coś mi to podobne do niemieckiego...Nic dziwnego. Przecież na tych terenach nieustannie mieszały się wpływy słowiańskie z germańskimi. A potem mnóstwo wyrażeń i słów dostało się do ogólnopolskiej polszczyzny. Choćby makutra. U mnie w domu tak mówiło się na glinianą misę ze żłobieniami w środku do ucierania maku i różnych kremów. A to słowo w gwarze mazurskiej określa miskę do wyrabiania chleba.

­– Nie wiedziałam, że tak cię interesują niuanse lingwistyczne. I widzę że rozwijasz się też nie tylko kucharsko ale i cukierniczo. Te makowce to majstersztyk!

– No proszę, i ty też mówisz gwarą mazurską! Majstersztyk to słowo stąd. Chyba lepsze od super i mega.

Dziewczyny skończyły z makowcami i zajęły się choinką. Ekologia ekologią, ale święta bez prawdziwego drzewka dla mieszkańców Siedlisk pozbawione byłyby uroku.

. Na gałązkach zawisły kugle (mazurskie imię dla bombek), ale też słomiane baletniczki na wróżbę lekkiego życia w następnym roku i całe stada aniołków. U Natalii choinka była czerwono-złota. W tym samym czasie Eleonora stroiła swoją w srebra i pastele. Irma z kolei ubierała swoje drewko na szafirowo. U wszystkich kołysały się na gałązkach kugle w ażurowych, strzykowanych, czyli robionych na drutach przez Zdziśkową, koszulkach. Do Wigilii zaplanowali zasiąść w swoim siedliskowym towarzystwie.

– Nigdy nie czuję się tak bardzo samotnie, jak przy świątecznym stole z moją rodziną – dowodził Jerzy. – Żeby przeżywać te święta trzeba czuć coś wspólnego z ludźmi. A moja rodzina jest z kompletnie innej bajki niż ja.

Natalia nie do końca się z nim zgadzała. Czuła istotność staromodnego, niemal biblijnego pojęcia – więzy krwi.

. To coś tak pierwotnego jak dzisiejszy dziewiczy śnieg za oknem, coś co istnieje poza ideami, myślami czy modą. Korzenie i wspólnota, które łączą, choć zupełnie inaczej żyjemy, na kogo innego głosujemy i czasem się kłócimy, nawet przy wigilijnym stole. Dlatego zaprosiła na święta mamę i ciocię, jedyną jej rodzinę w Polsce. Wyglądała teraz niecierpliwie przez okno wypatrując terenówki Mudiego, która miała przywieść starsze panie z Olsztyna.

Zajęta upinaniem na gałązkach ostatnich kokardek, nie usłyszała jak pod drzwi zajechał wiśniowy czołg Mundiego. Dopiero pukanie, tupanie i głośne dzwonienie wygoniło ją na ganek. Mudni machał ogromnym ręcznym dzwonkiem i przepychał się przez drzwi z wielką bezkształtną torbą.

– Uwaga Mikołaj! – pokrzykiwał.

Wejnatszmen puka dwa razy

( Opowiadanie 21 )

Taka biel się nie zdarza. Nietknięta jak okiem sięgnąć, skrząca się diamentowo pod nieskazitelnym błękitem. Kto powiedział, że świat zaczął się w tropikalnym ...
czytaj

Podróż do Edenu

( Opowiadanie 20 )

Renata nacisnęła pedał hamulca. Ojjjj...., za mocno. Na szczęście samochód zachował się odpowiedzialnie i uniknęła poślizgu. Liście na mokrej jezdni są jednak zdradliwe. ...
czytaj

Jak hartują się czarownice

( Opowiadanie 19 )

  „Pachnie morzem, czy to węchowa fatamorgana? Gorące powietrze ciężko wchodzi do płuc, a całe ciało robi się mokre. Wargi ...
czytaj

Instynkt zbieracko-łowiecki

( Opowiadanie 18 )

Eleonora przedzierała się przez młodnik i gratulowała sobie pomysłu zabrania kurtki z kapturem. Nie było zimno, ale wilgotne gałęzie biły po twarzy, a potrącane liście ...
czytaj

Pod znakiem ślimaka

( Opowiadanie 17 )

Zielony po prawej, niebieski po lewej, czarny w środku. Największy na odpady komunalne, mniejszy na organiczne, taki sam na szkło i ...
czytaj

Mazurska sielanka

( Opowiadanie 16 )

Las w oddali tańczył w rozgrzanym powietrzu. Żywiczny zapach poszycia mieszał się z gorzkawym aromatem liści. A najmocniej w tej letniej ...
czytaj

Dama z kijkiem

( Opowiadanie 15 )

Natalia po raz pierwszy od kilku miesięcy stanęła odważnie przed lustrem. Do tej pory starała się omijać je wzrokiem albo zerkać ...
czytaj

Pakt z Hoboudem

( Opowiadanie 14 )

- Patrz, wcale nie ma znaku – Majka pukała się w czoło między brwiami. Siedziałyśmy sobie w spa, sącząc wodę z ...
czytaj

Ptaki przynoszą wiosnę

( Opowiadanie 13 )

Powietrze ma zapach wilgoci, trochę szczypie w nos. Taki chłodek w Warszawie byłby zimnem. Tutaj jest cudowną rześkością, ożywczo pachnącą niedawno ...
czytaj

Odnowa na przednówku

( Opowiadanie 12 )

Jak tu biało! Uderzył mnie jeszcze na dobre zimowy krajobraz. W mieście już stopniały hałdy usypane na chodnikach i uwolniły samochody. ...
czytaj

Gość, złość i miłość

( Opowiadanie 11 )

Na Święty Walenty uciekają z domu centy! Nie tylko centy, ale i rozum z głowy. Eleonora przedzierała się przez zaśnieżone drogi, ...
czytaj

Biegniemy dalej!

( Opowiadanie 10 )

Biegniemy dalej! Jak ten mazurski czas leci... Nie tak dawno, bo zaledwie rok temu, przeżywałam rozterki związane z decyzją, czy ...
czytaj

Święta na Wzgórzach

( Opowiadanie 9 )

Dzyń dzyń dzyń. Jak w piosence dzwonią dzwonki sań. Prószy delikatnie śnieg, a moi dobrzy znajomi, koniki Arabello i Lancaster, raźno mkną ...
czytaj

Wiwat gęsina!

( Opowiadanie 8 )

- Amerykanie mają swojego indyka na Dzień Dziękczynienia, a my, Polacy, nie gęsi i nie tylko swój język mamy, ale i ...
czytaj

Moje wielkie mazurskie otwarcie

( Opowiadanie 7 )

Premiera! Już niemal wszystko dopięte na ostatni guzik. Dziś wieczorem w naszym Siedlisku pojawi się gromada miłych gości. ...
czytaj

Jeziorak Tour

( Opowiadanie 6 )

Lewa, prawa, lewa, prawa. Jeszcze trochę. Wdrapując się pod górkę mocniej naciskamy na pedały. Eh, te mazurskie pofałdowania ...
czytaj

Prowansja na Mazurach

( Opowiadanie 5 )

Lawenda? Chcesz uprawiać lawendę? Tu? – mój świeżo upieczony narzeczony wyraża zdziwienie wszystkimi dostępnymi środkami. Podniesione brwi, rozszerzone źrenice i pełen ...
czytaj

Lato dylewskich ludzi

( Opowiadanie 4 )

Arabello i Lancaster ruszyły ostro pod górę. Zakołysało. Szarpnęło. Odruchowo chwyciłam się oparcia. Trzeba przyznać, że ci młodzieńcy mają zryw. Bryczkę - maratonkę - z ...
czytaj

Namiętności kontra wspomnienia

( Opowiadanie 3 )

- Wiedziałam. Za dobrze wszystko szło i coś musiało się zdarzyć. Już byłam w ogródku, czyli na Wzgórzach Dylewskich. Już witałam się z gąską czyli ...
czytaj

Na tropie muflona

( Opowiadanie 2 )

- Mmm, ten sernik to poezja – z nieukrywaną namiętnością oblizuję łyżeczkę. - Pyszny sernik po pysznym masażu. Co jeszcze mamy w planach z ...
czytaj

312 metrów bliżej nieba

( Opowiadanie 1 )

Ciekawe, czy ona faktycznie nie zmienia poglądów? Zastanawiałam się patrząc na brązową krowę na łące przed mną. Krowa wychynęła nagle, zza lampki chilijskiego Vina ...
czytaj
headphoto: siedliskowcy.jpg   10,0   pl   687